Wyprawy

Isfahan - Yazd

2019.04.11

Po śniadanku zabieramy bagaże i nie czekając na transport jaki może nam zorganizować hotel idziemy 250 m do główniej ulicy. Tam czeka już na nas bus i nowy przewodnik. Jedziemy w kierunku Yazd. Miasta które walczy o palmę pierwszeństwa z Kaszan w kategorii najbardziej tradycyjnego. Ruszamy autostradą na południe jedziemy najpierw do bardzo ważnego dla wyznawców Ahury Mazdry sanktuarium Czak Czak - kap kap. Miejsce związane jest z podbojem arabskim Persji. W VII wieku Arabowie próbują opanować tereny dzisiejszego Iranu zasiedlane wówczas przez wyznawców najstarszej religii monoteistycznej na świecie. Yazgard II ówczesny władca cofa się w kierunku rejonu górskiego położonego na styku pustyni Lota i wielkiej pustyni słonej. Niestety Arabowie nie dają za wygrana i ścigają go do skutku. Wiedząc że nie ma już szans na ucieczkę każe swoje rodzinie się rozdzielić liczą że być może choć w taki sposób uratują życie. Z historii wiemy, że była to nie udana próba. Jedna z księżniczek wybiera ucieczkę na pustynię. Kiedy wędruje przez górzyste regiony na jej trop wpada arabska pogoń, księżniczka bojąc się, wpadnięcia w ręce prześladowców modli się do Ahury Mazdry a ten otwiera dla niej górę wewnątrz której ją ukrywa. Tyle legenda, jaskinia w piaskowców jest niewielka przypominająca raczej niszę powstałą w wyniku erozji, jest jednak coś co powoduje że miejsce to jest bardzo ciekawe. Tą rzeczą jest płynąca nawet w największe susze woda. Teren wokół jaskini jest bezwodną pustynią. Woda do pobliskiego Yazd i Kharnaq doprowadzana jest od wieków systemem kanotów. Zwiedzanie zajmuje nam około godziny do jaskini trzeba wspiąć się po schodach ponad zabudowania. Wspinaczka trwa około 20 minut jest naprawdę stromo ale samo miejsce jest urocze i bardzo klimatyczne. Być może dlatego że trafiamy tu kiedy nie ma pielgrzymek ani najazdu turystów. Zwiedzanie zajmuje nam kilkanaście minut, potem jeszcze rozmowa z naszym przewodnikiem na temat wyznawców tej religii. Kojarzonej jako podstawa reszty religii monoteistycznych. Teraz czeka nas jeszcze godzina jazdy do Karnaq, wioski zbudowanej na zboczu góry, miejsca urokliwego, zbudowanego z wysuszonej na słońcu cegły. Miasto ma konstrukcję odporną na trzęsienia ziemi. Ulice tego miastecka są labiryntem w którym obcym nie łatwo było się zorientować. Widoki jakie możemy podziwiać z wysokości tego miasteczka przypominają mi bardzo Gruzję i Kaukaz. Oglądamy jeszcze karawanseraj, kolejny na naszej trasie, ten różnił się od pozostałych dodatkowym dziedzińcem z basenem po środku i okrągłym dachem zwieńczonym rodzajem okulusa. 

Do Yazd dojeżdżamy popołudniu, kolejny hotel w stylu tradycyjnego domu irańskiego. Ale dziś wieczorem czeka nas jeszcze jedna atrakcja. Idziemy do Domu Siły na pokaz Zurhane. Jest to rodzaj ćwiczeń odbywanych w Iranie przez mężczyzn którzy przygotowują się do wojny. Teraz jest to raczej rodzaj siłowni w tradycyjnym stylu. Ćwiczenia jak zobaczycie je kiedykolwiek wyglądają na nie zbyt trudne, ale uwierzcie mi że rozwijają doskonale wszystkie partie mięśniowe i wyrabiają zwinność. Godzina w Zurhane wyciska z ćwiczących, a widać że to ludzie którzy nie robią tego po raz pierwszy, siódme poty. 

Niestety mówi się że tradycja powoli zanika brakuje młodych adeptów. Ćwiczenia odbywają się w rytmie który nadaje bębniarz, czytając wersety wychwalające Alego nadaje tępo ćwiczeń. 

Po zakończonym pokazie udajemy się przez pięknie oświetlone miasto prosto do hotelu. No może na tak prosto zatrzymujemy się na kolację w Silk Road Hotel niestety w naszym hotelu można zjeść tylko burgery i pizze. Obiad smakuje na bardzo niektórzy po raz pierwszy w życiu mają okazję spróbować jak smakuje wielbłąd. Po powrocie do hotelu pada propozycja spotkania w barze na dachu i wypicia wreszcie specjalnej wody różanej :). 

Wieczór zapowiada się ciekawie. 

Radosław Krobski

Isfahan

2019.04.10

Kolejny dzień zaczynamy wcześnie rano. O 9:00 przychodzi przewodniczka i pieszo ruszamy zwiedzić miasto które Persowie nazywają połówką świata. Zbudowane zostało przez szacha Abbasa Wielkiego, z przeznaczeniem na stolicę wczesnego imperium Perskiego. Miasto jest bardzo przemyślane, zarówno architektonicznie jak również urbanistycznie. Miasto oparte jest na ulicy czterech ogrodów i rzece. Centralnym miejscem jest plac dziś nazywany Meidan en Immam kiedyś mówiono o nim że jest Wzorem Świata. Prawdę powiedziawszy do dziś w użyciu jest właśnie ta druga stara nazwa. Mówi się że płac zajmuje powierzchnie podobną do Palcu Tienanmen w Pekinie. Kiedyś odbywały się tu parady wojskowe i mecze narodowego sportu Iranu jakim było Polo. Z centralnie ulokowanego pałacu, z zawieszonego na wysokości 6 piętra balkonu przypatrywali się im władcy. Pałac niestety po zmianie dynastii rządzącej Iranie został dość poważnie zniszczony. Kadżarowie którzy przejęli władze po Ajjubidach nie znosili swoich poprzedników. W związku z czym starali się zatrzeć wszystkie ślady świadczące o potędze i wspaniałości poprzedników. Niestety niszczycielskie zapędy Kdżarów pozbawiły nas możliwości oglądania wspaniałych dziel sztuki które stworzyli ich poprzednicy. Jednak to co pozostało i tak daje pogląd na potęgę poprzedniej dynastii. W pałacu który zwiedzany jeszcze 6 pięter wyżej znajduje się pokój muzyczny ozdobiony niszami w kształcie rożnych tradycyjnych instrumentów muzycznych. Miejsce bardzo oryginalne, jak podają źrodła każda z tych nisz odbija jeden wybrany dźwięk. Tak więc kilka grających w tym miejscu osób brzmi jak cała orkiestra. 

Dokładnie po drugiej stronie placu znajduje się pięknie zdobiony mozaikami meczet Sheih Loftallah - był to duchowny szyicki z Libanu szczególnie uhonorowanym na terenie Iranu. Meczet który zwiedzamy jest przeznaczony dla haremu i kobiet z otoczenia szacha. Dlatego jest to jedno zadaszone pomieszczenie, a nie jak bywało to w innych meczetach pomieszczenie i dziedziniec. Meczet jest połączony z pałacem po drugie stronie placu za pomocą tunelu tak ażeby kobiety mogły nieniepokojone przejść z pomieszczeń mieszkalnych do miejsca modlitwy. W okolicach placu Imama znajduje się kolejna perełka architektoniczna, pałac Czechel Sotun - czterdzieści kolumn - można go tak nazwać chyba tylko z uwagi na podwójna liczbę tych które podtrzymują kuszk i odbijają się w wodzie okolicznych basenów. Pałac wybudowany w okresie panowania Ajjubidów miała podzielić los większości pałaców znajdujących się w mnieście i miał zostać po prostu zburzony. Na szczęście znalazł się bogaty kupiec handlujący winogronami i winem który wykupił go z przeznaczeniem na swoją rezydencję i tym samym ocalił od zagłady. Pałac składa się z jednego prostego budynku oraz przepięknego tradycyjnego ogrodu. W pałacu znajdują się przykłady malarstwa perskiego z XVII i XVIII wieku. Niestety duża część pomieszczeń jest niedostępna dla zwiedzających z uwagi na zdobienia przedstawiające kobiety z haremu w dość skomprymować stroju. Kiedy w Iranie nastała republika islamska myślano nawet o zniszczeniu tych obrazoburczych przedstawień ale na szczęście zakryto je tylko arkuszami sklejki żeby nie drażnić ich widokiem wiernych. Od czasu do czasu można je teraz nawet podziwiać, my tego szczęścia nie mamy drzwi za którymi można zobaczyć te kurioza są na głucho zamknięte. 

Udajemy się na drugi brzeg rzeki do dzielnicy Ormian. Zostali oni tu sprowadzeni przez Abbasa wielkiego który cenił ich jako doskonałych kupców i znawców wina. Niestety dziś w Iranie wina nie można dostać panuje całkowita prohibicja ;-) - nam udało się nabyć drogą kupna zarówno miejscowy destylat jak i piwo wzmacniane alkoholem, jednym słowem Polak potrafi. W dzielnicy ormiańskiej oglądamy przepiękną cerkiew katedralną. I tu muszę stwierdzić jedną prawidłowość o ile do meczetów wstęp jest symboliczny lub darmowy to do katedry płacimy prawie półtora raza więcej niż do któregokolwiek z meczetów. To się nazywa promocja własnej religii. Katedra jest niezwykłym mariażem architektury i sztuki  perskiej z ormiańską. Perskie mozaiki i motywy zdobnicze przenikają się płynnie z ikonami i symboliką chrześcijańską. Kościół aktualnie spełnia funkcje muzealne choć na terenie miasta żyje niewielka mniejszość ormiańska i pozostałe kościoły spełniają przede wszystkim funkcje do jakich zostały zbudowane. 

Następnym punktem na naszej trasie jest niewielkie ale bardzo urokliwe muzeum instrumentów muzycznych. Jest to jedno pomieszczenie wypełnione tradycyjnymi instrumentami muzycznymi. Co ciekawe wśród młodzieży jet trend nauki gry na instrumentach tradycyjnych. Nie rzadko zdarza się, że młody człowiek którego spotykamy gra na jakimś instrumencie. 

Na zakończenie zwiedzania możemy posłuchać kilku utworów wykonywanych na tych instrumentach, grają na nich praktycznie tylko młode osoby. 

Dzień kończymy nie gdzie indziej tylko w Szeherezadziea. Jutro jedziemy do Yazd. 

Radosław Krobski

Kaszan - Abiane - Isfahan

2019-04–09

Pobudka wcześnie rano, chcemy zobaczyć wschód słońca na pustyni. Ten widok jest niepowtarzalny, podobnie jak noc spędzona pod rozgwieżdżonym niebem. Niestety nie mieliśmy tego szczęścia żeby doświadczyć nocy pod gwiazdami. Pogoda spłatała nam figla, całą noc padała mżawka, mieliśmy tyle szczęścia że wczoraj udało nam się rozpalić ognisko i spędzić przy nim chwilę czasu. Dziś opuszczamy już pustynię udajemy się do Isfahanu po drodze zobaczymy Abiane piękną położoną na wysokości ponad 2000 m wioskę wpisaną na listę światowego dziedzictwa kulturalnego UNESCO.

Tak że dziś dzień głównie w drodze. Pokonamy około 450 km ale przy dobrych Irańskich drogach to nie stanowi wielkiego problemu. Jedziemy w stronę Isfachanu. Po drodze mijamy instalacje służące Iranowi do wzbogacania uranu. Pomimo pięknego krajobrazu obowiązuje pełen zakaz fotografowania. Oddalamy się na bezpieczną odległość i zatrzymujemy przy malowniczo na zboczu górskim położonej twierdzy. Chwila czasu na foto i niestety trzeba ruszać w dalszą drogę. Abiane jest górską wioską zawdzięczającą swoją sławę ciekawej architekturze oraz ludziom. Starsi mieszkańcy na codzień ubierają się w stroje regionalne, mówią też gwarą zbliżoną do języka średnioperskiego. Miasteczko położone jest malowniczo na zboczu, jego domy są koloru rudego brązu. Kolor ten nadaje bogata w tlenek żelaza glina. Wioska wybudowana jest tarasowo przez co wydaje się że mieszkańcy chodzą po dachach sąsiadów. Możemy tu zobaczyć pozostałości świątyni zaratusztrian, jak w większości miejsc w dzisiejszym Iranie wyznawano tu religię która jak się wydaje jest podstawą większości religii monoteistycznych. Oczywiście nie mogliśmy sobie odmówić lunchu w tym miasteczku. Fama głosi że robią tu najsmaczniejsze w Iranie dizzi. Jest to rodzaj gulaszu podawanego w specjalnym naczyniu id którego bierze się nazwa potrawy. W jej skład wchodzą, mięso wołowe, warzywa, i sporo roślin strączkowych. Gotuje się ją w stosunkowo niskiej temperaturze przez całą noc. Jest bardzo pożywna i jest to jedna z najstarszych potraw kuchni perskiej. Do tego w moim przypadku obowiązkowy doog do którego mój organizm już zdążył się przyzwyczaić. A na zakończenie doskonała herbatka z samowaru. To jeden z niewielu zwyczajów jakie w czasach dynastii Kadżarów przenikają z Rosji. 

Ruszamy w dalszą drogę, tutaj żegnamy się z Aleksem który dzielnie próbował nauczyć nas inżynierii której jest fanem. Pokazując że większość tych wspaniałości jakie widzimy w -efeskich ogrodach i wielu innych miejsca działa na podstawie kardynalnych praw fizyki. 

Jazda do Isfahanu zajmuje nam jeszcze 2 godziny. Zatrzymujemy się na przydrożnej stacji benzynowej. Spotykamy tam przemiłego człowieka mówiącego doskonale po angielsku. Okazuje się że to były wykładowca akademicki który nie do końca zgadzał się z ustrojem panującym na miejscu. Cóż wszędzie w krajach o podobnym systemie władzy tak się dzieje. Dojeżdżamy do Isfahanu. Nasz hotel położony jest przy słynnej ulicy 4 ogrodów, na przeciw doskonałej restauracji Szecherezada. Do hotelu musimy dojść około 200 m ponieważ uliczka przez którą możemy się do niego dostać jest na tyle wąska i zakorkowana że na bus nie jest w stanie wjechać do końca. 

Kolacja zaskakuje nas obfitością i jakością jedzenia. Jest po prostu doskonała. Wielki wybór, świetnie przyrządzone potrawy, to chyba tutaj norma. Poza tym wnętrza w których można przenieść się w czasy Szacha. Na deser zamawiamy sobie lody szafranowe, to specjalność tego kraju, są aksamitne, konsystencją przypominające trochę gumę do żucia lub żelki, znajdują się w nich niewielkie płatki zmrożonej śmietany nadające im chrupkości. To prawda co piszą w przewodnikach ich smak jest nie powtarzalny i nie do pomylenia z czymkolwiek innym. 

Po kolacji podejmujemy decyzję że należało by spalić trochę kalorii i udajemy się na spacer nad rzekę. Obejrzeć mosty, to kolejna atrakcja z której słynie miasto. wieczorem są one pełne ludzi i pięknie oświetlone po około godzinnym spacerze wracamy do hotelu. Jutro zwiedzamy miasto. 

Radosław Krobski

Kaszan i pustynia

2019.04.08

Kaszan, nocleg w pięknym hotelu ale noc przeszła bardzo szybko, śniadanie obfite i z dość zróżnicowanym wyborem potraw. Zaraz po śniadaniu spotykam się z Alim Rezą, który każe nazywać się Aleks, naszym nowym przewodnikiem. Zwiedzanie Kaszanu zaczynamy od słynnego bazaru. Praktycznie do dziś centrum każdego Irańskiego miasta jest bazar. W naszym rozumieniu jest to targowisko i tak jest też w rzeczywistości. Bazar w Kaszan jest jednym z ciekawszych, jego jądro stanowi kilka karawanserai - zajazdów dla wędrownych kupców - wokół których rozłożyły się tereny handlowe. Nie ma tu jednak pomieszania z poplątaniem jak na naszych tzw. bazarkach. Tutaj każda uliczka ma swoją specyfikę i asortyment. Miasto słynie z wykonywanych ręcznie naczyń mosiężnych, niektóre z nich są przepięknie zdobione kolorową emalią szklaną. Warto sobie coś takiego przywieźć jako pamiątkę, dominujące kolory to jasny bardzo żywy błękit i biel. Zwiedzanie bazaru zamienia się szybko w zbiorowe zakupy pamiątek i smakołyków. Idziemy do Meczetu Wielkiego Człowieka, ciekawa konstrukcja, założenie zbudowane na kształt tradycyjnego domu z tych rejonów będące także hołdem złożonym przez architekta perskiemu umiłowaniu symetrii. Jednakże dla podkreślenia że tylko Bóg mógłby stworzyć coś perfekcyjnego w murze okalającym ten budynek jest przesunięcie mające na celu pokazanie że jest to budowla stworzona ręką ludzką. W konstrukcji wykorzystano typowe dla tego rejonu elementy, tzw zatopiony dziedziniec z basenem i roślinnością którego zadaniem było przynosić ulgę w gorące dni. Badgiry - łapaczy wiatru które działa Lyon jako naturalna klimatyzacja, doprowadzając schłodzone powietrze do pomieszczeń zamkniętych, oraz kuszk - czyli kwadratowe założenie architektoniczne zwieńczone kopułą jako miejsce letniej modlitwy. Nawiasem mówiąc od słowa kuszk i tego lekkiego założenia architektonicznego wywodzi się dzisiejsze słowo kiosk. 

Udajemy się dalej do niewielkich drzwi widocznych na ulicy. Za nimi kryje się świat z tysiąca i jednej nocy, drzwi nie zdradzają tego co się za nimi kryje. Wiedziałem, że perskie domy są wytworne ale ten to jeden z najpiękniejszych. Pięć tysięcy metrów kwadratowych podzielonych na kilka dziedzińców i zespołów pomieszczeń. Najbardziej wystawny jest główny dziedziniec przeznaczony dla gości. Jest to podyktowane nie tylko perskim przepychem ale także taroof - rodzajem grzeczności i dobrego tonu jaki był stosowany w Persji i Iranie w stosunku do siebie nawzajem. 

Dom składa się z części reprezentacyjnej, zamkniętej części będącej azylem rodziny do której nikomu obcemu wejść nie było wolno, oraz części gdzie zamieszkiwali służący w domu. Do dzisiaj mówi się, że w tych domach nie wykorzystywano niewolników. Zwiedzanie zajmuje nam 2 godzin. Po czym ruszamy dalej. Aleks zabiera nas do tradycyjnej łaźni tzw. Hammamu. Oglądamy tao pięknie odrestaurowane miejsce. Od dłuższego juz czasu nie korzysta się w Persji z tego typu łaźni publicznych ale myślę, że wraz z wzrostem ruchu turystycznego wzrośnie tez zapotrzebowanie na podobne miejsca. Wchodzimy na dachy skąd roztacza się przepiękny widok na okalającą na s starówkę. Zwiedzanie kończymy zakupami pamiątek na okolicznych straganach. Nie ma tu jeszcze wiele chińszczyzny za to sporo rękodzieła i przepięknie wydanych książek. Pomimo zakazu jak mam w domu - bo nie ma juz gdzie ich trzymać - kupuje piękna bilingwalną książkę na temat Kaszan. Z Kaszan udajemy się dalej na położoną niedaleko pustynię. Na początek zatrzymujemy się przy piaszczystych wydmach. Widziałem już wiele tego typu tworów ale te są całkiem inne niż to co można zobaczyć w Jordanii czy Egipcie. Tutaj piasek jest drobny jak mąka a do tego w kolorze rdzy. Chodzimy po nich na boso świetny masaż stóp i peeling :). Po godzinie biegania po miękkim i bardzo przyjemnym piaseczku jedziemy nad słone jezioro. Jezioro jest nim zwykle tylko z nazwy ponieważ od 50 lat pokrywa go gruba warstwa skrystalizowanej soli, ale nie teraz, od kilku tygodni pada i miejsce które zwykle jest suche i niegościnnie dziś wypełnione jest na powierzchni kilkuset km kwadratowych 20 cm wody. Jednak nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Dzięki tej wodzie mamy możliwość zobaczenia pięknego zachodu słońca który odbija się bajecznie w tafli wody. W czasie zachodu słońca pokazuje się na niebie częściowa tęcza. O 20:00 meldujemy się w położonym nie daleko karawanseraju. Miejsce ciekawe i urokliwe, prywatna inicjatywa turystyczna:) karawanseraj który służył kupcom na jedwabnym szlaku został zaadoptowany na potrzeby przybywających do niego turystów. Śpimy więc we wnętrzach pamiętających największy rozkwit jedwabnego szlaku. 

Jutro ruszamy w dalszą drogę. Przed nami powrót do Kaszam wizyta w ogrodzie Fin i jazda do Esfahanu.  

Radosław Krobski

Teheran - Kom - Kaszan

2019.04.07

O 9:00 przychodzi do nas Fawanez, dziś ruszamy do Kaszan. Szybkie pakowanie busa i ruszamy w drogę. Pierwszy przystanek to sanktuarium Ajatollaha Chomeiniego. Dla dużej części Irańczyków jest to bardzo ważna osoba. Gdyby nie on nie doszło by do obalenia szacha. Po swoim powrocie z wygnania we Francji zjednoczył on opozycję pod swoimi skrzydłami. Obiecał wolne wybory i poszanowanie prawa, jak wiemy kiedy tylko zdobył władze nigdy jej nie oddał. Wiemy z historii, że stworzył on państwo teokratyczne rządzone przez najwyższego przywódcę religijnego. NIe wszyscy jednak wiedzą o tym że kiedy już przejął władze kazał zgładzić wielu z opozycjonistów którzy mu w tym pomagali, ale nie godzili się na ustanowienie republiki Islamskiej. 

Mauzoleum jest olbrzymie, kilka podobnych obiektów na świecie widziałem. Nawet mauzoleum Mao czy wujaszka Ho nie dorównuje temu pod względem przepychu. Olbrzymi budynek w którym większość wymiarów ma symbolicznej znaczenie. 4 kopuły zewnętrzne znajdujące się nad wejściami ich wysokość to rok śmierci Ajatollaha w/g kalendarza muzułmańskiego. Główna kopuła to wiek w chwili śmierci. 

Żeby wejść do środka należy przejść przez odprawę bezpieczeństwa, odprawiają funkcjonariusze straży świątynnej uzbrojeni w rosyjskie kbk AKMS. Na teren mauzoleum nie wolno wnosić baterii powerbankow i aparatów uznawanych za profesjonalne. Mój Nikon spokojnie czeka w autobusie zdjęcia robię telefonem. A jest co fotografować artyści mozaikarscy z Isfahanu wspięli się na wyżyny swojego kunsztu. Wewnątrz w sumie nie wielu zwiedzających ale czy modlących się. Mauzoleum jak pisałem jest olbrzymie na jego terenie poza meczet znajdziemy inne potrzebne pielgrzymom miejsca. Jest hotel potężne umywalnie i toalety - do których prowadzą …… ruchome schody, sklepy ze wszystkim co może się przydać no i oczywiście olbrzymi parking do którego przylega siłownia na wolnym powietrzu. 

Jedziemy dalej do Kom, święte miasto szyitów znajduje się tu sanktuarium poświęcone, zmarłej tu w drodze do grobu brata Rezy, Fatimie. Ludzie gromadzą się tu bardzo tłumnie na modlitwie. Oprowadza na mułła Husain, pokazując nam poszególne dziedzińce budowane na przestrzeni wieków. Niestety z uwagi na niestosowne zachowanie jednego z turystów z wcześniejszych grup zakazano wstępu do samego sanktuarium. NIe pozostaje nam nic innego jak zwiedzić dziedzińce z doskonałym przewodnikiem jakim okazuje się Mułła Husain Mirendereeski - nazwisko proste do zapamiętania prawie jak polskie :) Sanktuarium wybudowane zostało wokół grobu siostry imama Rezy który poniósł męczeńską śmierć w Masdżedzie. Jego siostra zmarła w Kom w drodze do grobu swojego brata. Została tutaj pochowana i z czasem wokół jej grobu wyrosło piękne sanktuarium. Kobiety żeby wejść na jego teren muszą ubrać czador rodzaj płaszcza który okrywa całe ciało od czubka głowy do stóp. Po wyjedzie z Kom czeka nas jeszcze około 2,5 godzinna jazda do Kaszan gdzie dziś zanocujemy. W drodze planujemy zatrzymać się na lunch. Przewodniczka zna bardzo dobre miejsce, udaje nam się zamówić baraninkę. To można powiedzieć tutejszy przysmak, próbujemy również doog - tutejszej odmiany ajranu. Trochę boję się tego jogurtu. Nie wiem jak na niego zareaguje mój organizm. Jedziemy do Kaszan. Tam mam się spotkać z naszym kontrahentem w Iranie Mostafą. Zakwaterowanie w bardzo ciekawym hotelu zaadoptowanym z tradycyjnego domu. Ciekawy pomysł. Po obfitym lunchu nie bardzo chce nam się iść na kolację ale w końcu decydujemy się iść do restauracji. Prowadzi nas Fatima miejscowa przewodniczka młoda dziewczyna, mówiąca doskonale po angielsku. Idziemy do tradycyjnej Perskiej restauracji. Kolacja skończyła się na słodkich przekąskach herbacie i sziszy. Około 21:00 wracamy do hotelu po spać. Jutro zwiedzamy miasto które konkuruje w rankingach turystycznych z Yazd.  

Radosław Krobski

Teheran

2019.04.06

Pierwszy dzień rozpoczynamy o 10:00.  Wcześniej śniadanie, dość skromne ale smaczne. Pierwsza ciekawostka w Iranie króluje herbata ale nie zawsze tak było, kiedyś podstawowym napojem na stołach prawie wszystkich dynastii nowożytnych było wino i kawa. Jak powiedziała nam przewodniczka około 200 lat temu ktoś przywiózł do Iranu herbatę i irańczycy zaczęli ją pić na potęgę. Rano dołącza do nas jeszcze 4 osobowa grupa która przyleciała chwilę wcześniej. Dziadek jednej z tych osób pochowany jest w Ahwaz miejscu gdzie znajdowały się obozy dla Polaków. Tych którzy na podstawie układu Sikorski Majski wraz z Armią Gen. Andersa przepływają Morze Kaspijskie, i zatrzymują się w Iranie. Wielu z nich nigdy do Ojczyzny nie dotrze. Pochowani są na cmentarzach w Teheranie, Ahwazie Isfahanie. 

Wizyta na cmentarzu kończy się poczęstunkiem herbatą i ciastkami i naszym wpisem w księdze pamiątkowej tego miejsca. 

Ruszamy dalej, jedziemy na Wielki Bazar, trzeba wymienić pieniądze na dalszy pobyt. Ten odcinek trasy pokonujemy jeszcze naszym autobusikiem, dalej będzie już metro. 

Wielki Bazar nie powal mnie na kolana - myślę że Khan al Khalili i Bazarach Damaszku i Jerozolimy oraz Istambułu nie wiele mi już zostało takich miejsc które zrobiły by na mnie wielkie wrażenie. Jednak okazuje się, że bardzo się pomyliłem. 

Sam bazar jest podobny do setek innych jakie w życiu widziałem ale to nie budynki czy wystrój stanową tu główną atrakcję ale ludzie. Należy pamiętać że to właśnie tu w zaułkach bazaru rodziła się rewolucja islamska. Ta która w 1979 roku obaliła szacha Rezę. To o niej pisze tak barwnie w swojej książce szachinszach Kapuściński. Zwiedzamy niewielki meczet, w nim po raz pierwszy stykamy się z mozaikami ułożonymi z luster. Fawanez nasza przewodniczka opowiada nam później w czasie zwiedzania pałacu Golestan historię jaka kryje się za tymi mozaikami. 

Robimy tu przerwę na zakup przysmaku jakim są orzechy w 10000 opcji. Wcześniej mieliśmy małe przeboje, próba wymiany pieniędzy. Dziś pierwszy dzień pracy po Noruz Perskim nowym roku. Okazuje się że w niektórych kantorach po prostu zabrakło gotówki. Kurs Riala skoczył gwałtownie po nałożeniu niedawno na Iran sankcji. Kiedy sprawdzałem w Polsce kurs USD do Rjala wynosil on 47 000 riali za USD na miejscu okazuje się że za 1 USD płaca nam 150 000 wiec trzykrotnie więcej. 

Wychodzę z kantoru z pełnym plecakiem pieniędzy. W kantorze mieli tylko banknoty 100 000 Riali , wyobraźcie sobie jak wygląda 300 Euro w Rialach :).

Idziemy do pałacu Golestan, pałac zbudowany przez dynastię Kadjarów, ktora rządzi Iranem od końca XIX w do lat 20 XX w. Pałac składa się że szeregu budynków, każdy z nich był dobudowywany w innym okresie. Pałac znajduje się w samym centrum miasta niestety ciężko tu filmować i fotografować. Wokół znajduje się wiele budynków rządowych, a te w tym państwie objęte są zakazem fotografowania. Zwiedzanie zajmuje nam około 2,5 godziny w tym czasie widzimy sale reprezentacyjne, słynny marmurowy tron oraz kopie tronu pawiego którego oryginał znajduje się w muzeum klejnotów koronnych. To co widzimy robi na nasz olbrzymie wrażenie. Na koniec udajemy się do restauracji na pierwszy posiłek poza hotelem. Wielkość porcji oraz ich cena zaskakuje nas bardzo. Te pierwsze są olbrzymie te drugie bardzo niskie.

Dalej jedziemy Metrem. Jest ono zaskakująco czyste, przestronne i punktualne. Podział na wagony męskie i damskie jest widoczny i bardzo wygodny dla …. kobiet. To właśnie one nalegały na taki podział w ich części jest zawsze więcej miejsca. Jedziemy do byłej Ambasady Amerykańskiej. Na jej murze można obejrzeć słynne antyamerykańskie grafitti. Decydujemy się też na zwiedzanie budynku ambasady. I tu pierwszy szok, chwilę przed wyjazdem oglądałem Operację Argo - budynek wyglądam tam identycznie jak ten który mamy obejrzeć. Przewodnik stwierdza że są dwie ambasady zaprojektowane przez tego samego architekta. Jedna w Teheranie a druga w Turcji stąd tak dokładne odwzorowanie na filmie. Dziś w ambasadzie znajduje się muzeum operacji szpiegowskich jakie amerykanie prowadzili przeciw sąsiadom Iranu. Dobrze zachował się pokój ciszy, oraz pomieszczenia specjalne z aparaturą do łączności tajnej. Na wielu z nich do dziś widać tabliczki znamionowe z nazwą NSA -  National Security Agency. Większa część terenu zajmowana jest przez kwaterę główną Korpusu Strażników Rewolucji. Organizacja ta pomimo że jest integralną częścią sił zbrojnych Islamskiej Republiki Iranu, została uznana za organizację terrorystyczną. 

Wsiadamy z powrotem w metro i jedziemy pod wierzę Azadi symbol Teheranu. Niestety wiszące od dłuższego czasu nad miastem chmury deszczowe dają o sobie znać. Zaczyna padać dość intensywny deszcz. Noszona przeze mnie cały dzień w plecaku kurtka wreszcie się przydaje, coś po prawdzie wolałbym ją nosić i nie używać. Kilka szybkich zdjęć i metrem wracamy do hotelu. Cala grupa stwierdza, że na kolację t już chyba nie pójdziemy, starczy nam to co na lunch zjedliśmy. Fawanez zaprasza nas do zaprzyjaźnionej knajpki na kawę i ciastka. Znowu olbrzymie porcje tym razem ciastek. Około 22 idziemy spać, dość na dziś. Jutro kolejny pełen zwiedzania dzień. 

Radosław Krobski